Samoróbki motoryzacyjne w okresie PRL-u nie należały do rzadkości. Był to wynik marzeń Polaków o samochodach mniej siermiężnych niż te oferowane przez rodzimy przemysł motoryzacyjny. Co ciekawe niektóre kultowe auta socjalizmu również po jego upadku były obiektem mniej lub bardziej udanych domowych modernizacji.

“Wprowadzone usprawnienia w Syrenie 105 nie zmieniają tego pojazdu w zasadniczy sposób, jest to raczej oszczędna modernizacja pojazdu, który ma być produkowany jeszcze tylko przez kilka lat. W tych warunkach dokonywanie większych zmian nie byłoby opłacalnym przedsięwzięciem. Konstrukcja Syreny jest już mało nowoczesna. Model 105 to już chyba ostatnia modernizacja tego samochodu”. Tak Zdzisław Podbielski pisał w grudniu 1972 r. w “Młodym Techniku” o wytwarzanym od 1957 r. polskim aucie. Nie wszyscy posiadacze Syreny byli jednak zadowoleni ze zmian dokonanych wówczas przez producenta. Niektórzy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i dodatkowych zmian dokonać samodzielnie. Jeden z przejawów takiej działalności można oglądać w Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie.

Eksponowana w nim Syrena coupe pochodzi z kolekcji kupionej w 2007 r. za kwotę 1,2 mln zł (transakcję sfnansowało miasto Szczecin) od Leszka Liszewskiego. Znajdowały się w niej unikatowe, występujące tylko w jednym egzemplarzu pojazdy. Tworzony dwadzieścia lat zbiór liczy ich ponad sto – od rowerów, poprzez motocykle, samochody osobowe aż po ciężarówki. Są w niej wszystkie modele słynnego, przedwojennego motocykla sokół czy też kultowe, szczecińskie junaki. No i wspomniana Syrena coupe. Ta samoróbka wykonana w jednym egzemplarzu wyposażona jest w dwusuwowy, trzycylindrowy silnik stosowany dopiero w modelu 104. Miał on pojemność 842 cm³ i 40 KM mocy. Napędzane nim seryjne syrenki rozpędzały się do 120 km/h. By stworzyć “wersję” coupe właściciel przedłużył swój egzemplarz. Modernizacja ta objęła ramę, przednią maskę i błotniki. Przednie światła i klamki pochodzą z malucha, a kierownica i resory z dużego fiata.

Dużo częściej niż syrena przerabiany był jednak maluch. I to także po przełomie 1989 r. Taki egzemplarz również znajduje się w szczecińskim Muzeum Techniki i Komunikacji. Mały samuraj zaliczany jest do kategorii pojazdów SAM czyli złożonych samodzielnie. Do jego budowy wykorzystano podwozie i silnik samochodu suzuki samurai i nadwozie fiata 126p. W muzealnym opisie pojazdu czytamy, że “o wyborze samuraja zdecydowała prawdopodbnie łatwość, z jaką ten model poddaje się przeróbkom. Na stronach internetowych fanów suzuki zachęca się wielbicieli jazdy po bezdrożach do kupna i modyfikacji właśnie samuraja. Nasz pojazd nie jest jedynym, w którym pracują części rodem z poprzedniej epoki. Długoletni właściciel innego samuraja opisuje na forum jak na miejsce zużytej pompy paliwowej wstawił pompę z malucha, podobnie zrobił z rozbitym kierunkowskazem. Reflektory w jego samochodzie pochodzą natomiast z żuka.”

Kolejni posiadacze małego samuraja który obecnie stanowi eksponat szczecińskiego muzeum montowali w nim pióra do tylnych resorów z fiata 125p lub dacii, okładziny hamulcowe z malucha, a poduszki do reduktora ze skody. Samochód ma umieszczony z przodu silnik (w miejscu bagażnika), co wymusiło konieczność zmiany otwierania klapy przedniej. Uchyla się ona w stronę przedniej szyby, a nie jak w oryginale od niej. Jak na terenówkę przystało pojazd ma napęd na cztery koła, który na wszystkie osie przenoszony jest za pomocą specjalnej przekładni redukcyjnej. Takie rozwiązanie oraz dodanie ogromnych, bulwarowych opon sprawia, że auto może pełnić funkcję terenówki. Unikalnej, bo stworzonej zaledwie w jednym egzemplarzu.