Aż 600 stron liczył dziennik pokładowy kieleckiego taksówkarza, który w latach 60. codziennie zapisywał, kto z kim i co robił w jego samochodzie. O tym, że w PRL-u zawód ten był nie tylko specyficzny, ale także uprzywilejowany i dochodowy donosiła nawet ówczesna prasa.

Rafał Skórski

W dużych miastach takich jak Warszawa czy Kraków funkcjonowały państwowe przedsiębiorstwa taksówkowe. Dysponowały one flotą od kilkudziesięciu do ponad tysiąca pojazdów. Autorzy wystawy „P jak paradoks. Opowieść o Fiacie 125p” (zwiedzać ją można do 31 marca w krakowskim Muzeum Inżynierii Miejskiej) przypomnieli, że samochody miały zazwyczaj dwóch kierowców zatrudnionych na etacie i pracujących na zmianę, a na postojach – szczególnie od połowy lat 70 królował właśnie Fiat 125p. Sytuację tę wiernie oddaje serial telewizyjny „Zmiennicy” w reżyserii Stanisława Barei. Choć poza państwowymi funkcjonowały też taksówki prywatne potrzeby i tak przewyższały dostępne zasoby. Na postojach widywało się długie kolejki pasażerów i zdarzało się że to kierowcy wyznaczali rejon miasta w który (łaskawie) pojadą w kurs. Kiedyś aktor Jan Himilsbach, przechodząc obok postoju taksówek przy kolumnie Zygmunta, gdzie ustawiła się taka właśnie kolejka krzyknął: “Kto z państwa do Śródmieścia?” Kilka osób, które pomyślały, że trafiła się właśnie „okazja”, poszło za nim. Po chwili spaceru ktoś się zainteresował: “A gdzie ma pan ten samochód?” “Ja nie mam samochodu, ale nudno mi było samemu iść”, wyjaśnił aktor. Sytuacja z taksówkowymi kolejkami uległa poprawie dopiero w drugiej połowie lat 80.

Pierwsi w kolejce po talony

Taksówkarze byli w Polsce Ludowej uprzywilejowaną grupą zawodową. I tu również można się odwołać do wystawy „P jak paradoks. Opowieść o Fiacie 125p”. W sekcji im poświęconej czytamy, że “specyfika ich pracy pozwalała na nawiązywanie licznych znajomości i kontaktów które ułatwiały funkcjonowanie w realiach centralnie sterowanej gospodarki. Prowadzenie działalności na własny rachunek dawało też gwarancję dostatniego życia. Do taksówkarskich przywilejów należało pierwszeństwo przy rozdzielaniu talonów na samochody czy prawo do jednorazowego zakupu aż 250 l paliwa po wprowadzeniu kratek. Nadwyżki benzyny można było oczywiście z zyskiem sprzedać.” Przepustką do zawodu było posiadanie własnego samochodu z niezbędnym wyposażeniem. Należało również zdać niełatwy egzamin zawodowy. Przydatne okazywały się także znajomości mogące przyspieszyć decyzję o wydaniu licencji. Spełnienie tych warunków wcale jeszcze jednak nie oznaczało, że świeżo upieczony taksówkarz zacznie dostatnie i niemal beztroskie życie. Środowisko było bardzo silnie zhierarchizowane dlatego najbardziej zyskowne postoje były zarezerwowane dla kierowców o najdłuższym stażu i wyrobionej pozycji. Na awans trzeba było sobie zapracować. Istniało także – szczególnie w latach 80 – duże ryzyko napadu. Zdarzały się też… pogryzienia. PRL-owska prasa któregoś razu doniosła, że „szczeciński taksówkarz doznał obrażeń ciała podczas wykonywania obowiązków służbowych. Został on mianowicie dotkliwie pokąsany przez pijanego hiszpańskiego marynarza, kiedy zażądał od niego opłaty za przejazd”.

„Halinka, otwórz, mam wino”

Wiesław Kot w książce pt. “PRL jak cudnie się żyło” przypomniał, że szczególne zainteresowanie budziły panie prowadzące taksówki, w Warszawie zwane fachowo kierowczyniami. Pod koniec lat 70. było ich w stolicy 70. Jedna z nich zwierzała się w 1978 r. w “Kobiecie i życiu”: “Ludzie? Bardzo różni. I upokorzeń, i przyjemności od nich doznałam. Młoda byłam – kwiat do samochodu przynosili, umawiać się chcieli. Teraz już nie. Ile razy mnie oszukano? Nie liczyłam. Pamiętam przygodę sprzed kilku lat: w Alei Wilanowskiej wsiadła para po kilku kieliszkach. Podjechaliśmy pod rotundę PKO. On wysiadł, żeby podjąć pieniądze, ona została. Czekamy, czekamy, on nie wraca. W końcu babka zostawiła torebkę z dokumentami i wyszła go szukać. Czekałam jeszcze godzinę i odjechałam. Na drugi dzień idę do prezesa i pytam, co robić. Doradził żeby do niej jechać, oddać dokumenty i wziąć pieniądze. Pojechałam z samego rana. Ona już była podpita. Meble owszem, kryształy ale zakurzone. Mówi, że pieniędzy to ona przy sobie nie ma ale pójdziemy pożyczyć od koleżanki. Ubrała się, poszłyśmy. Ona puka, woła “Halinka, otwórz”, a za drzwiami cisza. Kiedy zawołała “Halinka, otwórz, mam wino” – Halinka otworzyła. Na tapczanie leżał w ubraniu ten facet, którego wiozłam. Był już pijany. Powiedział, że nie ma pieniędzy i dokumenty poprosił. Oddałam pod warunkiem, że w ciągu dwóch dni przyniesie mi należność do kawiarenki na Solcu, a jeśli nie przyniesie oddam sprawę do sądu, a pieniądze przekażę na Centrum Zdrowia Dziecka. Przyniósł na drugi dzień.”

1313 znów się zgłasza

Dziś na fali sentymentu do absurdów PRL-u powstają liczne inicjatywy dające możliwość powspominania w przypadku starszych lub przekonania się w przypadku młodszych jak to niegdyś bywało. I tak od kilku lat w stolicy funkcjonuje WPT 1313. Umożliwia ona odbycie alternatywnej podróży po Warszawie i jej okolicach, nawiązując do symboli tamtego okresu oraz wspomnianego, kultowego serialu “Zmiennicy”. Serialu który zapadł w pamięć milionom Polaków a bohaterowie na czele z Kasią Piórecką i Jackiem Żytkiewiczem w Fiacie 125p stali się ikonami tamtej epoki. “W WPT 1313 udowadniamy, że nie jesteśmy jedną z wielu stołecznych inicjatyw turystycznych. Potrafimy przenieść się w dawne lata PRL-u nie zapominając o współczesności. Oferujemy indywidualne, grupowe i korporacyjne wycieczki na najwyższym poziomie. W swoim portfolio posiadamy również różnorodne wycieczki tematyczne pokazujące w niestandardowy sposób polską/warszawską historię i kulturę, czasem nie do końca rozumianą przez zagranicznego turystę. Firmom proponujemy kreatywny i niesztampowy sposób na skuteczne zintegrowanie pracowników lub klientów, przy jednoczesnej dawce adrenaliny i dobrej zabawy”, piszą o inspirowanej żółtą taksówką inicjatywie jej twórcy. Warto dodać, że od czterech lat WPT 1313 jest członkiem elitarnego grona Warszawskiej Izby Turystyki, co sprawiło, że charakterystyczne fiaty 125p i 126p na stałe wpisały się w turystyczny krajobraz Warszawy.

Fot. Jarosław Taran, zbiory Ośrodka KARTA