60 lat temu w zakładach radiowych im. Marcina Kasprzaka zaprojektowano pierwsze po wojnie polskie radio samochodowe. Odbiornik przeznaczony był do samochodu Warszawa M-20. Pobierał tyle mocy, że nawet krótkotrwałe słuchanie przy wyłączonym silniku groziło rozładowaniem akumulatora.

Produkowana od 1951 r. Warszawa M-20 miała specjalne miejsce przeznaczone pod radioodbiornik i głośnik, choć nader rzadko montowano to luksusowe urządzenie, bo było niesłychanie drogie. Muzyki słuchano na falach długich i średnich, czasem na krótkich (pasmo UKF było wówczas jeszcze niedostępne). Wybór ograniczał się do kilku modeli. Królowały odbiorniki lampowe o wadze ok. 10 kg. Po włączeniu należało odczekać prawie minutę by lampy się nagrzały i radio zaczęło grać. W pierwszych radiach było sześć lamp i potrzebowały one wysokiego napięcia. Zasilacz pobierał 40 W więc nawet krótkotrwałe słuchanie przy wyłączonym silniku groziło rozładowaniem akumulatora.

Radio Żerań – zaprojektowane w 1958 r. w zakładach radiowych im. Marcina Kasprzaka specjalnie dla Warszawy M-20. Całkowicie lampowe odbierało na falach średnich i długich, po wykorzystaniu przystawki można było słuchać zakresu krótkiego. Nie było regulacji barwy tonów. Radio kosztowało 3800 zł czyli trzy miesięczne pensje. Głośnik pochodził z Tonsilu, a elementy zasilacza importowano z Niemiec z firmy Kaco.

Radio Miki – określenie „tranzystoryzowany’ oznaczało, że odbiornik posiadał jeden tranzystor i cztery lampy. Produkcja seryjna ruszyła w 1960 r. Prasa chwaliła, że dobre parametry „zapewniają odbiór w dowolnych warunkach przez cała dobę, nawet podczas szybkiej jazdy po złych drogach”. („Motor 29/60).

Radio Admirał – pierwszy odbiornik całkowicie tranzystorowy z 1967 r. „Admirał” pracował jeszcze tylko na falach długich i średnich. Jego duże gałki były wynikiem zamierzonej unifikacji. Takie same posiadał odbiornik domowy „Irys” oraz kojarzący się z wyposażeniem PRL-owskich hoteli „Kankan”.

Z początkiem lat 70 nastąpiła rewolucja. Odbiorniki zmalały, pojawił się UKF i kasetowe odtwarzacze.

Radio Rajd – specjalnie zaprojektowane dla Fiata 125p. Posiadało wyczekiwany UKF.

Radio Safari – zdominowało rynek. Nikt wówczas nie przewidział, że powstanie ono aż w siedmiu generacjach.

Radio Akropol – produkt z wyższej półki, przygotowany dla koneserów przez Diorę w 1974 r. Sama nazwa już fascynowała. Kojarzyła się nie tyle z zabytkiem ile z rajdem samochodowym który nasz Fiat 125p w swojej klasie wygrał. „Akropol” posiadał automatyczne wyszukiwanie stacji. Obecnie jest to standard lecz wtedy „pachniało wielkim światem”. Nowością były świecące się na czerwono diody, które wychylając się pod postacią kolejnych kreseczek zastępowały tradycyjną skalę na lince. Mimo wysokiej ceny „Akropol” w sklepach właściwie się nie pojawiał, bowiem całą produkcję przeznaczono na eksport. Polacy znaleźli na to sposób. Kupowali odbiornik w NRD i do kraju przywozili już zamontowany w samochodzie, by nie płacić cła i uniknąć kłopotliwych pytań celników.

Radio Skald – zadebiutowało w połowie lat 70. Był to pierwszy polski odtwarzacz samochodowy przystosowany do monofonicznego odbioru kaset magnetofonowych.

W latach 80 wszystkie radia zniknęły ze sklepowych półek. Zmieniła się procedura zakupu i była dość prosta. Najpierw należało dać sprzedawcy łapówkę wraz z numerem telefonu. Ów pan podczas najbliższej dostawy odkładał towar i telefonicznie informował, że „pod ladą” czeka na nas upragniony „Skald”.

Artykuł przygotowany na podstawie informacji prezentowanych na wystawie Narodowego Muzeum Techniki w Warszawie pt. „Perły motoryzacji w Polsce: prototypy i klasyki, legendy i fakty” (czynna do 25 września w Sali Ratuszowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie).