Fiat 600 był pierwszym zachodnim samochodem, który osoby prywatne mogły w PRL kupić legalnie. Po dojściu do władzy Gomułki włoski maluch stał się marzeniem wielu Polaków. Spełnić je mogli jednak tylko ci najbogatsi.

Marcel Hanus

Październik 1956 r. przyniósł zmiany w wielu dziedzinach życia. Odwilż nastąpiła także w motoryzacji o czym świadczy fakt, że władze PRL przestały blokować rozwój indywidualnego automobilizmu. Co więcej zaczęły umożliwiać obywatelom Polski Ludowej nabycie własnych czterech kółek. A apetyty ludzi przez 13 lat stalinizmu były w tym zakresie bardzo rozbudzone. Zanim można było oficjalnie kupić nowy samochód na prywatny użytek na drogi wyjechały liczne zagraniczne pojazdy używane pochodzące z tzw. importu marynarskiego czy darowizn przekazywanych przez rodziny mieszkające na Zachodzie. O tym, że rodzimy rynek motoryzacyjny czeka rewolucja było wiadomo już kilka miesięcy po dojściu do władzy Władysława Gomułki. W maju 1957 r. tygodnik „Motor” donosił, że rok ten “będzie na pewno przełomowy na drodze naszej motoryzacji. Niespotykany dotychczas pod względem ilości i jakości import samochodów (ok. 5000 sztuk) i to z przeznaczeniem dla prywatnych odbiorców, „rzucenie” na rynek ok. 3000 samochodów Warszawa to jedne z wielu optymizmem napawających faktów.” I rzeczywiście tak się stało o czym świadczą statystyki. Podczas gdy spośród 40 259 zarejestrowanych w Polsce w 1955 r. samochodów osobowych, prywatne auta stanowiły tylko połowę (20 475 egz.), to już dwa lata później w rękach obywateli PRL było 2/3 samochodów osobowych (61 944 pojazdów zarejestrowanych ogółem, z czego 40 846 było prywatną własnością).

Auto dla artystów i inżynierów

Pierwszym zachodnim samochodem, który można było kupić w Polsce Ludowej był produkowany od 1955 r. Fiat 600. Zanim jednak Motozbyt sprowadził jego egzemplarze auto musiało odbyć testy na krajowych drogach. Miały one miejsce pod koniec 1956 r. i wypadły bardzo dobrze. W efekcie zakupiono 1,7 tys. sztuk modelu Fiat 600 w wersji osobowej i dodatkowo 500 sztuk Multipli. Ten protoplasta dzisiejszych vanów z modelu 600 zapożyczył jedynie układ napędowy. Pojazd mógł zmieścić sześć osób. Multiplę zaprojektowano jako samochód przeznaczony na taksówkę, ale dzięki możliwości przewożenia większej liczby pasażerów, był równie chętnie kupowany przez duże rodziny. W 1957 r. Fiat 600 kosztował w Polsce 75 tys. zł, a Multipla 80-82 tys. zł. Średnie wynagrodzenie w tym okresie wynosiło 2 tys. zł co sprawiało, że pojazdy te były poza zasięgiem większości obywateli. Wśród nabywców przeważali więc przedstawiciele wolnych zawodów w tym głównie artyści i inżynierowie.

Gotówka, asygnata i cierpliwość

Pieniądze jednak nie wystarczały. By kupić włoskie auto trzeba było zdobyć specjalną asygnatę, a ta była nieraz celem spekulacji. Władza ludowa starała się pilnować uczciwego dysponowania Fiatami (liczyła się kolejność zgłoszeń), ale i tak dochodziło do nadużyć o czym świadczą doniesienia ówczesnej prasy na temat procesów sądowych osób zajmujących się wspomnianą spekulacją „sześćsetkami” i Multiplami. Mając odpowiednią kwotę i talon trzeba było dodatkowo uzbroić się w cierpliwość, bo okres oczekiwania na wymarzone auto wynosił od roku do nawet 20 miesięcy. Mimo tych wszystkich przeszkód chętnych na wytwory włoskiej motoryzacji było kilka razy więcej niż dostępnych pojazdów. Pod koniec 1957 r. w sieci sprzedaży Motozbytu osoby prywatne mogły już jednak nabyć zdecydowanie więcej modeli samochodów osobowych. I tak obok wspomnianych Fiata 600 i Multipli oraz produkowanych w kraju Warszawy M20 i Syreny 100 dostępne były także P-70 Zwickau, Standard Family Eight, Wartburg 311, Skoda 440, Moskwicz 402, ZIM 12, Simca Aronde i Simca Vedetta Beauien.