Pierwszym samochodem tego słynnego aktora był AWZ P70, bezpośredni poprzednik trabanta. Kupił go tuż przed rozpoczęciem zdjęć do filmu „Krzyżacy”. I właśnie na planie tej produkcji przeżywał przygody z… enerdowskim autem w roli głównej.   

Rafał Skórski

 

Zmarły niedawno, wybitny aktor Emil Karewicz, choć miał na koncie doskonałe role „motoryzacyjne” jak choćby Tadka Warszawiaka w filmie „Baza ludzi umarłych” w pamięci widzów zapisał się jako przede wszystkim jako Hermann Brunner z kultowego serialu „Stawka większa niż życie” i król Władysław Jagiełło z megaprodukcji „Krzyżacy”. W tym roku mija 60 lat od premiery tego ostatniego obrazu. Postanowiliśmy więc przypomnieć przygody Emila Karewicza na planie filmu Aleksandra Forda… z samochodem AWZ P70 w roli głównej. Opisał je on w wydanej w 2013 r. nakładem wydawnictwa Melanż autobiografii pt. „Moje trzy po trzy”. Tytuł jest znamienny, gdyż artysta od zawsze uważał trójkę za swoją cyfrę. Nic więc dziwnego, że jego pierwsze cztery kółka miały trzy drzwi i trzy biegi…   

Bezpośredni poprzednik trabanta, P70 był pierwszym samochodem Emila Karewicza. „Zamieniłem go później na wartburga, o wiele większy wóz. W latach dziewięćdziesiątych miałem cinquecento, sprytne miejskie auto. A pomiędzy nimi dziesięć różnych samochodów.e”, wspominał w swojej książce aktor. Sceny bitwy pod Grunwaldem, które znalazły się w filmie „Krzyżacy” kręcone były w Starogardzie Gdańskim. I tam właśnie Emil Karewicz postanowił pojechać tymże nowo kupionym, pierwszym swoim samochodem. „Po drodze w Bydgoszczy dopełniłem bak i jechałem dalej. Ale coś w tym nowym samochodzie się zaczęło psuć – jakby stracił moc, a więcej palił. Nie mogłem osiągnąć prędkości, nawet jeśli na dzisiejszą technikę to żadna prędkość, ten samochód jeździł maksymalnie 100 km/h. (…) Kiedy zajechałem na miejsce zebrała się grupka kolegów, aby oglądać mój nowy samochód. Powiedziałem o kłopotach. Kilku znawców samochodowych pochyliło się nad silnikiem. Zaczęli pukać, stukać. I tak stukali, dotykali, słuchali… Różne były ekspertyzy. Wtedy z boku podszedł do nas stary Kaszub i pykając fajeczkę, powiedział. – Panie, a ręczny hamulec pan zwolnił? I rzeczywiście! Bębny hamulcowe były aż czerwone.” 

Rozdział książki „Moje trzy po trzy” dotyczący filmu „Krzyżacy” kończy się kolejną przygodą z P70 w roli głównej. „Z Józefem Kalitą, jednym z Krzyżaków pojechaliśmy tym moim samochodem zobaczyć piękną dekorację dworu. Rzeczywiście dwór prezentował się bardzo pięknie nad jeziorem, jak żywy. Szkoda było palić. Pojechaliśmy po planie, wieczorem, a wracaliśmy, gdy było już zupełnie ciemno. Jechaliśmy wtedy przez las i w pewnym momencie zobaczyliśmy na drodze jakąś gałąź leżącą w poprzek drogi. Groźnie nie wyglądała, przejechałem ją. Podwiozłem kolegę pod jego miejsce zamieszkania, a kiedy wysiadł z samochodu, spytał: – Co on tak głośno pracuje? – spojrzał od tyłu, potem pod samochód i stwierdził. – Ty nie masz rury wydechowej! I rzeczywiście, nie miałem Zgubiłem ją, jadąc w tamtą stronę, a z powrotem przejechałem po niej, a nie po gałęzi. Nie było rady, musiałem wracać do Spychowa. Rurę znalazłem na drodze, jeszcze nikt nie wziął. Była niesamowicie pogięta. Na szczęście w ekipie znalazło się sporo fachowców, którzy podjęli się wyprostowania. Zrobili to bardzo chętnie, mówili przecież, że to rura Jagiełły!”

Emil Karewicz „Moje trzy po trzy”, Wydawnictwo Melanż, 2013

„Zwracano się do niego jak do króla. Miał też inne filmowo-sceniczne uniformy. Jak chociażby słynnego Brunnera ze Stawki większej niż życie. Warszawiak mieszkający w Łodzi, żołnierz minionej wojny, malarz, piosenkarz, kompozytor. Wciąż czekając na rolę życia – czy się jej doczekał? Z wrodzonym poczuciem humoru i dystansem przyjmował koleje aktorskiego losu i popularność. Tak jak wziął na siebie niezwykle odpowiedzialną rolę pierwszego, polskiego, filmowego czarnego charakteru, co kłóci się z jego usposobieniem. Czy można mieć pretensje do widzów, że zapamiętali go takim właśnie? Teraz, z dystansu dziewięćdziesięciu lat, opowiada o swoim życiu, karierze, która nie ma końca. O szczęściu podążania za własnym marzeniem i ufności w numeryczny talizman – liczbę trzy. Jest zresztą więcej powodów, dla których warto sięgnąć po Moje trzy po trzy. Jakie? Warto to sprawdzić samemu.”

Emil Karewicz zmarł 18 marca 2020 r. w wieku 97 lat.