Debiutujący na polskim rynku słynny magazyn modowy zaskoczył zdjęciem okładkowym. Obok modelek Anji Rubik i Małgorzaty Beli znalazła się na nim będąca postrachem dzieci w PRL-u czarna wołga. A wszystko na tle zanurzonego we mgle Pałacu Kultury i Nauki.

Marcel Hanus

“Dla mnie od początku było jasne, że bohaterkami pierwszej okładki powinny być Małgosia Bela i Anja Rubik. Razem, jak nigdy dotąd. Od 20 lat jestem wiernym fanem Juergena Tellera. Marzyłem, by móc zaprosić go do Polski i obserwować przy pracy. Spełniło się z nawiązką. Zrobiliśmy razem sesję, która na pewno niejednego zaskoczy”, pisze we wstępniaku pierwszego numeru „Vogue Polska” jego redaktor naczelny Filip Niedenthal. I zaskoczyła. Wszystkich. Modelki pozujące na tle czarnej wołgi i zanurzonego we mgle Pałacu Kultury i Nauki, które można zobaczyć na okładce magazynu wywołały skrajne emocje i reakcje. Poproszony przez portal Wirtualnemedia.pl o ocenę „Vogue” Maciek Myśliwiec, medioznawca i właściciel Social Sky, w pierwszej kolejności swoją uwagę skupił właśnie na okładce – dyskusja nad nią rozwinęła się już 14 lutego, gdy wydawca pokazał ją w mediach społecznościowych. – Zdjęcie Anji Rubik i Małgorzaty Beli może się nie podobać wszystkim, którzy są przyzwyczajeni do retuszowanych pod każdym względem fotografii modowych. Tutaj, jak zaznacza redakcja nie było ingerencji w oryginalne zdjęcie. Praca Juergena Tellera zdecydowanie odbiega od oczekiwanego przez masy nurtu fotografii modowej. Bazując na jego dotychczasowej twórczości nie jest to zaskoczeniem. Na okładce mamy świetną historię: dwie najbardziej rozpoznawalne polskie modelki, mamy polski Pałac Kultury i Nauki i legendarną czarną wołgę. Nazwa auta i tytułu super koresponduje. Nawet smog jest na tym zdjęciu polski. A przekaz zdjęcia jest idealny. Choć oczywiście technika wykonania może razić ‘tradycjonalistów’ modowych – analizuje rozmówca portalu Wirtualnemedia.pl.

Historia z czarną wołgą powróciła na przełomie XX i XXI w.

W PRL emocje związane z czarną wołgą były wywołane plotką, którą Polacy żyli głównie w latach 60. i 70. Mówiła ona o jeżdżącej po mieście czarnej limuzynie, którą rzekomo porywano dzieci. Wołga miała mieć białe firanki w oknach. Autem poruszali się, według różnych wersji, księża lub zakonnice, Żydzi, wampiry lub sataniści. Samochód miał krążyć po drogach po zmroku. Jego pasażerowie porywali dzieci i spuszczali im krew, np. jako lekarstwo dla bogatych Niemców umierających na białaczkę. W książce pt. „Samochody w PRL-u” czytamy, że istnieją teorie iż legenda o czarnej wołdze była rozpowszechniana przez sam Urząd Bezpieczeństwa, aby odwrócić uwagę od prawdziwych celów funkcjonariuszy, którzy jeździli tym autem i dokonywali aresztowań. Historia z czarną wołgą powróciła w zmienionej wersji także na przełomie XX i XXI wieku. W nowym wariancie opowieści tajemniczy osobnik miał podróżować czarnym bmw (czasem z rogami zamiast bocznych lusterek i/lub z rejestracją składającą się z trzech szóstek). Samochodem miała jeździć rosyjska mafia, handlarze narkotyków lub szatan. Plotki o jeżdżącym czarnym bmw szatanie, który pytał napotkane osoby o godzinę, po czym je zabijał, wywołały atak paniki w Ostrowie Wielkopolskim. W Siedlcach zaś mówiono o osobie, która rzekomo – jeżdżąc czarnym bmw – zabijała tylko dziewczyny, a w Toruniu o uchodźcy, który miał wyciągnąć i porwać dziecko z wózka.

Memy inspirowane okładką “Vogue” można liczyć w setkach

Okładka „Vogue Polska” nie tylko przypomniała miejską legendę związaną z radzieckim samochodem GAZ-21, ale zainspirowała też internautów do tworzenia swoich własnych, często niezwykle zaskakujących jej wersji (przegląd najciekawszych spośród nich prezentujemy w galerii poniżej). Jak oszacował wspomniany portal Wirtualnemedia.pl wariacje na temat okładki polskiego „Vogue”, można liczyć w setkach. Okazję do wykazania się kreatywnością wykorzystało wiele marek, m.in. MyTaxi, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie oraz miasta – Łódź czy Elbląg. W przypadku tego ostatniego akcja zakończyła się stworzeniem fanpage na Facebooku, który w ciągu tygodnia od debiutu polubiło niemal 1,5 tys. osób. „Elblągue” dotarł podobno do 200 tys. osób, a przez chwilę swoimi „zielonymi słupkami memowości” przyćmił nawet „Vogue Polska”. „Uprzejmie dziękujemy wszystkim życzliwie oglądającym i komentującym! Dzięki Wam jedna elbląska kapusta, 2 kg ziemniaków, 3 kg marchwi oraz niepozorny blok na osiedlu Zawada przeżyły swoje 5 minut sławy m.in. w takich miejscach jak Onet, „Wprost”, „Gazeta Wyborcza”, „Tygodnik Powszechny”, Dzień Dobry TVN, Joe Monster.org, „Dziennik Elbląski”, „Dziennik Bałtycki”, AdMonkey, Wykop.pl, „Press”, nie wspominając o licznych zakątkach Facebooka i Twittera”, piszą twórcy profilu. Teraz do wymienionych mediów dołączył AutoPRL.pl.