W oparciu o podzespoły pochodzące z fiata 126p powstawały także inne pojazdy. Do najciekawszych należą wszędołaz i Lekki Pojazd Terenowy. Prototypy obu można oglądać w Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie.

Wszędołaz narodził się w Zakładzie Transportu Energetyki w Radomiu, w latach 1979-1980. Pracowało nad nim czterech ludzi: Krzysztof Prokopowicz (odszedł z firmy w trakcie prac), Robert Drab, Andrzej Grabowski i Jerzy Smoliński. – Brakowało nam pojazdu do obserwacji linii energetycznych podczas ciężkich zim. Stąd gąsienice, jak we współczesnych skuterach śnieżnych. Tylko, że źle je zaprojektowaliśmy; miały wypychać śnieg, a brały go do środka przez co spadały. Dolną część nadwozia wykonano z laminatu epoksydowego. Wszędołaz pływał, sprawdziliśmy to – wspomina Jerzy Smoliński. Większość części pochodziła od fiata 126p. Przekładnia kierownicza była połączona z dwoma pompami hamulcowymi. Pojazd zakręcał, gdy obracano koło kierownicy – powodowało to zahamowanie gąsienicy. – Robiliśmy z materiałów, jakie były dostępne, nie było to łatwe. Silnik wzięliśmy z Bielska, dyrektor załatwiał po znajomości, musiał prosić o interwencję ministerstwo. Pompy, to stare pompy strażackie, którym poobcinaliśmy końcówki. Amortyzatory wzięliśmy od motocykla wsk – dodaje Jerzy Smoliński. Wszędołaz powstał tylko w jednym egzemplarzu choć na seryjną produkcję czekali Chińczycy, którzy chcieli złożyć duże zamówienie.

W 1978 r. Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej w Sulejówku zbudował sześciokołową amfibię z napędem na cztery koła, czyli lekki pojazd terenowy. – Ponieważ inne armie miały takie pojazdy, skonstruowaliśmy własny. Miał służyć do wywożenia rannych z pola walki. Dlatego można było nim kierować idąc obok. Mógł też być wykorzystany do dowożenia amunicji w trudnym terenie. Bez kłopotu pokonywał niewielkie przeszkody wodne. Wyprodukowaliśmy 10 pojazdów i skończyły nam się pieniądze. Armia nie była zainteresowana naszą amfibią, no i tak się zakończyła historia LPT – wspomina Stanisław Kukla z Instytutu, jeden z konstruktorów. Pojazd zbudowano w oparciu o podzespoły małego fiata, wykorzystano zawieszenie, sprzęgło, silnik, koła jezdne i półosie. Pod kierownictwem nieżyjącego już prof. Zbigniewa Burdzińskiego pracowali nad nim także dr Leszek Orłowski oraz inżynierowie Henryk Kałwa, Ryszard Mościcki i Władysław Bohuszewicz. Egzemplarz, który można oglądać Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie zamiast służyć w armii, zagrał w dwóch filmach o panu Samochodziku. Aktor Piotr Krukowski, odtwórca głównych ról w obu produkcjach wspominał, że pojazd wyciągał góra 65 km/h – LPT, to unikalne świadectwo polskiej myśli technicznej. Po wymianie silnika i poprawieniu kilku drobiazgów mógł być naprawdę dobry. – twierdzi dr Jaromir Mysłowski z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. LPT miał służyć w wojskach powietrzno-desantowych. Jest mały, bo miał być transportowany przez samoloty czy helikoptery.

Opr. Marcel Hanus na podstawie materiałów Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie.